Z Paryża do Radlina – niezwykły projekt nastoletniego fotografa

30 październik 2026

Czy francuski nastolatek może marzyć o odwiedzeniu polskich kopalń węgla kamiennego, żeby od środka sfotografować ich górniczą architekturę? Tak, jeśli nazywa się Mickaël Pantin i z rodzinnego Paryża podróżuje po największych obiektach przemysłowych Europy, aby na zdjęciach pokazać ich - jak podkreśla - piękno, monumentalizm i moc.

W środę 28 października szesnastolatek odwiedził kopalnię Marcel na szlaku wiodącym od kopalń KGHM Polskiej Miedzi na Dolnym Śląsku do ostatniej kopalni węgla w Republice Czeskiej (likwidowana od lutego ČSM z grupy OKD w Stonawie) i do przeznaczonej do likwidacji elektrowni węglowej Dětmarovice tuż przy granicy z Polską przy zakolach Odry. W lipcu tego roku Mickaël Pantin gościł już w Polskiej Grupie Górniczej fotografując na powierzchni kopalnię Staszic w Katowicach. Dużo starszą kopalnię w Radlinie wybrał, widząc w internecie wiekowe ceglaste mury budowli, sąsiedztwo koksowni JSW, rozległą bocznicę kolejową i dowiadując się, że zakład - jeden z największych i najefektywniejszych w PGG - działa nieprzerwanie aż od 1883 roku. Oprowadzany pod opieką Tomasza Chłodka, nadsztygara elektrycznego ds. górniczych wyciągów szybowych oraz Rafała Cieślika, nadsztygara przeróbki mechanicznej - fascynował się m.in. maszynami wyciągowymi, pomieszczeniami lampowni i szatni łańcuszkowej, nadszybiem, widokiem ze szczytów wież wyciągowych i z dachu zakładu przeróbczego.

– Polskie kopalnie największej spółki węglowej Unii Europejskiej to dla mnie potęga przemysłu i prawdziwy rarytas. Dlaczego? Bo ciągle funkcjonują, dając ludziom energię, pracę, stabilność, rozwój! Mogę swoimi fotografiami pokazać oglądającym znaczenie dziedzictwa przemysłowego i zachwycić ich industrialnym pięknem. Takie są m.in. cele mojego projektu o nazwie "Industry revealed" , w którym zależy mi na ponownym odkrywaniu europejskiego przemysłu, na jego rzeczywistej rewitalizacji. Często słyszymy o końcu przemysłu we Francji i potrzebie jego ożywienia. Mam jednak wrażenie, że wielu młodych ludzi z mojego pokolenia nie wie, czym tak naprawdę są obiekty przemysłowe. Chcę im je pokazać i przekonać, że dzięki rozwojowi technologii w przyszłości mogą stać się atrakcyjnymi, nowoczesnymi, wysokospecjalistycznymi miejscami pracy - deklaruje chłopiec, który mimo sukcesów w fotografii zamierza w przyszłości skończyć politechnikę i zostać inżynierem, najlepiej w branży stalowej.

– Na początku, trochę z braku dostępu do czynnych zakładów, robiłem zdjęcia w industrialnych muzeach. Jednak tym, co mnie naprawdę pasjonuje, nie są wcale opuszczone przemysłowe ruiny zakładów, po których płaczą okoliczni mieszkańcy, ale tętniące życiem, ciągle produkujące, rozbudowywane instalacje i zakłady - zastrzega młody fotograf, któremu teraz drzwi otwierane są już wszędzie we francuskim przemyśle od fabryki rur żeliwnych Saint-Gobain, przez elektrownię jądrową w Gravelines po tkalnię luksusowych tiuli i koronek marki Sophie Halette w Caudry.

Francuskie media dostrzegły niecodzienną pasję nastolatka, gdy jesienią zeszłego roku wystawę jego fotografii zaprezentowano w Pałacu Elizejskim, gdzie młodego autora powitał sam prezydent republiki Emmanuel Macron, chwaląc ideę projektu "Industry revealed".

Mickaël fotografią para się ledwie od kilku lat, gdy pożyczonym od ojca aparatem zaczął fotografować wnętrza paryskiego metra. Podczas rodzinnych wakacji po północnej Francji i Niemczech po raz pierwszy w życiu zobaczył ogromne obiekty przemysłowe, jak jeden z największych kompleksów hutniczych Europy ArcelorMittal w Dunkierce. Zachwycił się, zaczął wyszukiwać kolejne huty, kopalnie, fabryki, elektrownie. Robił im zdjęcia, doskonaląc umiejętności i dokupując – za odkaładane z kieszonkowego i prezentów urodzinowych pieniądze – bardziej fachowy sprzęt (np. statyw czy obiektyw typu tilt-shift z możliwością korygowania perspektywy, specjalnie do zdjęć architektury). Chłopak uśmiecha się, że łączy umiejętności menedżerskie ojca - sprzedawcy w branży elektronicznej z fantazją i artyzmem mamy - projektanki biżuterii, a od siebie dodaje energię, zapał i wiarę nastolatka, że nie ma w życiu rzeczy niemożliwych do osiągnięcia, gdy się ich pragnie i ciężko pracuje. W fotografii okazał się znakomity, jego zdjęciom z industrialnymi motywami Francuska Federacja Fotograficzna przyznała nagrodę w kategorii młodzieżowej 13-18 lat.

W podróż do polskich i czeskich kopalń węgla nastoletni Francuz zaprosił 19-letniego Belga, z którym zaprzyjaźnił się dzięki industrialnej pasji. W odróżnieniu od kolegi Aymeric Wuestenbergs, który od niedawna pracuje jako elektryk w fabryce pożywienia dla zwierząt w pobliżu walońskiego miasta Namur, uwielbia odkrywać zapomniane i porzucone zabytki techniki. Zadecydowała o tym dziecięca przygoda, kiedy Aymeric był skautem i podczas jednej z gier terenowych zapuścił się w las natrafiając przypadkiem na wejście do zapomnianej w okolicy, nieznanej nikomu sztolni. Kwerendy w archiwach potwierdziły że przed ponad 150 laty w niewielkiej kopalni wydobywano tam węgiel. Odkrycie zapoczątkowało pasję chłopca do gromadzenia pamiątek górniczych, lamp, osprzętu, starych map i pożółkłych historycznych fotografii. Zebrał ich już tak wiele, że w domu rodzinnym powstało prawdziwe prywatne muzeum górnictwa i przemysłu ciężkiego, które były bardzo rozwinięte w Belgii (np. wokół walońskieo Liège) i w południowej Holandii (w okolicach Maastricht).

– W drugiej połowie XX w. zaczęto zamykać i likwidować ten przemysł, kopalnie, stalownie i huty. Młodzi ludzie do dzisiaj na ogół myślą o nich ze wstydem, kojarzą z czymś nienowoczesnym, zanieczyszczającym środowisko. Ja myślę inaczej, bo szukając industrialnych pamiątek poznałem też inną perspektywę – punkt widzenia mieszkańców, byłych pracowników lub ich dzieci i wnuków, którzy do dzisiaj opłakują zlikwidowane zakłady przemysłowe, bo dawały im szansę na w miarę dostatnie życie. W lokalnych społecznościach wokół burzonych zakładów dochodziło niekiedy do prawdziwych tragedii, burzliwych protestów, zdarzały się samobójstwa,. W moim pokoleniu jestem ostatnim facetem w pobliżu Namur, który widział na własne oczy wielki piec hutniczy do wytopu surówki. Wiem, co to ruda żelaza i jak się robi koks z węgla, znam procesy produkcji stali, a już nieco młodsi ode mnie nie mają o tych sprawach zielonego pojęcia! – opowiada z przejęciem Aymeric. Jest nieco zaszokowany szacunkiem, z jakim na Górnym Śląsku podchodzi się do zabytków górnictwa, podziwia poziom ich prawnej ochrony w Polsce.

– W Belgii,a częściowo też we Francji jest niestety zupełnie inaczej, bo władzom po prostu brakuje pieniędzy na ochronę dziedzictwa przemysłowego. Inwestorzy burzą ponadstuletnie, piękne obiekty a dokumenty i to, co zostaje na gruzach, trafia do kontenerów na odpady i przed wywozem czeka niekiedy na zbieraczy, którym pozwala się przeszukać zawartość. „Bieżcie, co chcecie!” mówią do nas właściciele terenu, więc szperamy i próbujemy ocalić, co tylko się uda - opowiada z nutką żalu w głosie młody belgijski miłośnik górnictwa. Na swym telefonie komórkowym otwiera archiwalne fotografie pomieszczenia maszyny wyciągowej z maszyną Simensa w jednej z nieistniejących belgijskich kopalń i porównuje z tą, którą widzi w Radlinie, w kopalni Marcel: - Spójrz! Są prawie identyczne! - odkrywa zachwycony.

Na zdjęciu: od lewej Mickaël Pantin i Aymeric Wuestenbergs na dachu budynku Zakładu Przeróbki Mechanicznej w kopalni Marcel PGG S.A.

;